Zoe z Siódmego Lasu

Szybko wyrobiła sobie opinię spokojnej. Drugiej nocy krzyczy, bo jest głodna, a ja myślę o sąsiadach, czy ich nie pobudzi, czy nie będą na nas źli. To jej pierwszy wyjazd i pierwszy nasz z nią wyjazd, jeszcze nie wiemy jak z nią żyć wśród ludzi. Ludzi, którzy przyjechali zrelaksować się wśród pól, lasów i wąwozów, praktykując jogę. Nie słuchać krzyków niemowlaka w dzień i w nocy. Wszyscy (wszystkie) mili, chcą ją dotykać, nosić. My bronimy granic, jej i swoich.

Prawie nie ma tu zasięgu komórek, można by się nawet odciąć od świata i newsów, ale o wojnie zapomnieć trudno: mleko trzymamy w lodówce, z której korzystają ukraińscy uchodźcy mieszkający w sąsiednim domku. Internet jest na recepcji, sięga też do jadalni, dwudziestolatki przy stole scrollują. Ja też spędzam sporo czasu przyklejony do telefonu, zwłaszcza, gdy leży mi na brzuchu. Aż sforsowałem kciuk prawej dłoni od scrollowania. Czasem zamiast newsów z telefonu czytam Ulyssesa, na głos, chyba go lubi.

Atmosfera mniej retreatowa niż w Harszu. Joga jest w tle, rozcieńczona chodzeniem na zmianę, jedno z dzieckiem, drugie na praktyce. Nie ma charyzmatycznego guruji i agresywnych korekt. Jest medytacja z płomieniem. Wschodnie szkoły filozoficzne, w tym jogiczna, kultywują postać wszechwiedzącego nauczyciela, przewodnika nie tylko po praktyce fizycznej, ale i po wszystkich innych aspektach życia. Trzeba zadufania by stawiać się w tej roli. Można też uczyć jogi nie udając, że zjadło się wszystkie rozumy. Z jednej strony to po ludzku fajniejsze, z drugiej odbiera uczniom poczucie obcowania z absolutem.

Kawa pięciu przemian. Inka i Anatol, imbir, kardamon, miód, sól? Coś tam jeszcze.

Mililitry, centyle, zmory wielu rodziców. Statystyka mówi, że będzie ok, ale z własnym dzieckiem trudno tak myśleć, radość jak je, niepokój jak nie. Próbuje połknąć swoją łapkę, wszyscy twierdzą, że jest głodna. Żrą ją komary. Przyzwyczajamy ją do komarów od drugiego miesiąca, na szczepienia przyjeżdża cała w bąblach. Nic sobie z nich nie robi, pewnie jeszcze nie ma wykształconego układu swędzenia, jak i łaskotek. Łaskotać próbuję ją prawie od urodzenia, wciąż nie działa. Spacery, upał, ona w chuście, wraca cała mokra od mojego potu. Na polach słońce, parasol, w lasach gzy i komary. Nawet nie da się takiego ubić jak na niej siada, gdy jest w chuście.

Podczas posiłków wygłasza ody do żyrandola. Trzy razy dziennie, przez sześć dni. Rozbraja to wszystkich, z nami na pierwszym miejscu. Jej zachwyt udziela się nam. Jest super.

ścieżka wśród krzewów

05/08/2022