Nad Zielonym

Czy jestem na wsi, czy w mieście, żyję w izolacji, w bańce. Na polu biwakowym tak się nie da, jest się blisko ludzi — może nie do końca przypadkowych, bo już ci, którzy decydują się spędzać czas w namiotach, to wyselekcjonowana grupa — lecz wciąż nie tak sprofilowana jak moje codzienne otoczenie.

Okazuje się, że nie ma się czego bać. Groźnie wyglądający brodacz w kamuflarzu i łysy w czarnym t-shircie przynoszą nam świeżo zrąbany pień na ognisko. Rodzina w Defenderze jest przemiła, karmi dzieci budyniem, towarzyszy nam przy ognisku. Czasem ktoś nieprzychylnie skomentuje zachowanie dzieci, albo brak reakcji z naszej strony, ale wszystko w dość cywilizowany sposób.

odciąg namiotu przypięty do ziemi śledziem

Rodzinne biwakowanie, jak i pewnie wszystkie inne okazje, obraca się wokół potrzeb dzieci. Mogą się bawić w wodzie, ganiać z rówieśnikami, a w czasie, gdy tego nie robią, trzeba im zapewnić rozrywki. Trzeba karmić, przebierać, myć, kłaść spać. To zajmuje prawie cały dzień. Czasem są “grzeczne” (czyli robią to, czego od nich oczekujemy), często nie, rodzice się stresują, nie-rodzicom udziela się nerwowa atmosfera.

Bez prysznica da się żyć, zwłaszcza, gdy obok jest jezioro. Po wodę pitną trzeba chodzić, ale to niecałe 10 minut w jedną stronę, nawet dobrze, można zażyć trochę ruchu. Drewno na ognisko da się pozyskać z lasu, jest sporo gałęzi, ale z grubszymi cienko. Chyba, że brodacz z łysym pozyskają i przyniosą.

Nad Zielonym (2021)

19/08/2021