Gran Bis

Spaleni słońcem

Wydawało się, że spacer będzie lajtowy, 10 km, głównie z górki. Nie wziąłem pod uwagę uruchamiającej agorafobię ekspozycji, odwodnienia i niewystraczającej ochrony przed słońcem – ramiona spalone, brak picia na szczęście bez większych konsekwencji. Będę musiał bardziej na serio podchodzić do roli przewodnika, pilnować smarowania i naciskać na sikanie w krzakach. Za to dzięki budzącym lęk ekspozycjom wiem już, która przyjaciółka odziedziczy którą paletę. Mi zostaną koty.

Gospodarze

Daniel i Marcin są jedną nogą wyprowadzeni na stałe na Kanary. Bo w Polsce kobieta i mężczyzna, strefy wolne, nagonka i te sprawy. I przez to fajni ludzie uciekają. Jeden z tego plus, możemy u nich mieszkać. Samo centrum Maspalomas, trzy kroki od Yumbo Center, duży, ładny apartament, basen, którego jestem jedynynm użytkownikiem. Chłopaki są super, Daniel kręci Tiktoki, Marcin paczkuje gry komputerowe. Jest i trzeci wspólokator, Marcin, też fajny.

https://live.staticflickr.com/65535/51158430377_f324da2e38_z.jpg

Finca

Wbiliśmy się na obchody rocznicy updadku faszyzmu we Włoszech. Odbywają się na ekologicznej farmie. Samochód trzeba zostawić w wiosce (super żarcie w lokalnej knajpie) i iść 3 kilometry dnem kanionu. Na farmie palmy, pomidory, fasola, banany, samowystarczalny prąd, kurczaki i jurta z liści palmy, basen w zbiorniku retencyjnym. W ogóle pięknie, ale najbardziej w pamięć mi zapadło tiramisu.

Jazz

Jak to jest jak się wypali wiadro jazzu. Zaleganie w łóżku. A ja kompulsywnie zmywam naczynia. Nie podoba mi się. Choć bardziej chyba sam akt palenia, niż efekty, te nie są specjalnie widoczne. Pracuje się na pół gwizdka, jazz czy nie.

Znajoma egzotyka

Fajnie jest wrócić w egzotyczne miejsce, nieznane nie stresuje, niecodzienne ekscytuje. Jak jest nowy skład, to można zgrywać bywalca. Pierwszy posiłek, z polecenia Daniela, jemy w Taberna el Picoteo, i miłe zaskoczenie, bo tu też jadłem pierwszą kolację poprzednio, a nie jest to wcale oczywiste miejsce. Drugie deja vu to La Sirena na plaży, jedna z licznych knajp w szeregu, i znów to do niej akurat trafiamy. Podejrzewam, że dobre oceny na TripAdvisorze albo Google Maps zwiększyły prawdopodobieństwo tych zdarzeń. Skoro już jesteśmy przy żarciu: Lola i Calma Chicha serwują wykwintne kolacje, całkiem dobre. Niby jest covidowy dołek, hotele pozamykane, turystów jak na lekarstwo, a i tak trzeba rezerwować stoliki.

Ribera

Eksploracje kulinarne zaowocowały jednym istotnym odkryciem: Ribera del Duero. Smakuje jak Rioja, ale jest dużo bardziej niszowe i najtańsze więcej kosztuje, więc można zabłysnąć w towarzystwie.

10/05/2021